Powojenna rzeczywistość w Miechowie
Po zakończeniu II wojny światowej żołnierze Armii Krajowej, którzy zdecydowali się ujawnić i złożyć broń, nie mogli czuć się bezpiecznie. Jak wynika z opracowania dr Elżbiety Pietrzyk-Dąbrowskiej, rozformowanie oddziałów nie chroniło przed aresztowaniem. Wielu byłych akowców nadal angażowało się w działalność konspiracyjną, organizując m.in. napady na posterunki milicji czy składy żywności. To z kolei spotykało się z brutalnymi represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa w Miechowie.
Kadry UB – posłuszeństwo zamiast kompetencji
Jak podkreśla dr Pietrzyk-Dąbrowska, w pierwszych latach powojennych o przyjęciu do UB decydowało przede wszystkim posłuszeństwo i ślepe wykonywanie rozkazów. Wielu funkcjonariuszy legitymowało się jedynie wykształceniem podstawowym, a mimo to szybko awansowało. Stąd powiedzenie: „nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”. Szybka kariera i przywileje były silnym motywatorem w trudnej rzeczywistości.
Metody śledcze – bicie i zastraszanie
Z relacji przesłuchiwanych wynika, że najgorszy był pierwszy okres śledztwa, trwający dwa–trzy miesiące. Stosowano bicie, zastraszanie i zamykanie w karcerze, by wymusić zeznania. Jeden z żołnierzy 106. Dywizji Piechoty AK, Jan Molenda ps. „Trzaska”, wspominał, że był torturowany w nieludzki sposób. Zarzucano mu m.in. zabijanie komunistów i skoczków radzieckich w Lasach Sancygniowskich i Klonowskich.
Skala represji
Według zeznań świadków w 1946 r. nasiliły się represje wobec byłych AK-owców, BCh-owców i członków PSL. W ciągu zaledwie trzech miesięcy w powiecie miechowskim doszło do około 36 zabójstw. Wiele osób zaczęło się ukrywać i organizować grupy samoobrony. Jak zauważa autorka opracowania, bezkarność demoralizowała funkcjonariuszy, którzy nadużywali alkoholu i dopuszczali się kradzieży oraz łapówek.
Pamięć o ofiarach
Wśród osób, które straciły życie na terenie powiatu miechowskiego po wojnie, wymienia się m.in. plut. Józefa Kulę ps. „Felek” z Opatkowic, szer. Franciszka Koniecznego z Chmielowa, a także strz. Władysława Dąbrowskiego ps. „Szary” i strz. Mieczysława Noconia ps. „Grab”. Ich losy są przypomnieniem o tragicznych kartach powojennej historii Polski.
„Biciem, zastraszaniem, zamykaniem w karcerze usiłowano wymusić na przesłuchiwanych podanie nazwisk członków organizacji podziemnych” – pisze dr Pietrzyk-Dąbrowska.
Źródło: Działoszyce i okolice
Fot. facebook.com

