Powojenne represje w Działoszycach – nowe fakty z archiwów
Jesienią 1945 roku na terenie Działoszyc i okolic doszło do masowych aresztowań byłych żołnierzy Armii Krajowej. Akcja, zaplanowana przez komunistyczne władze, miała na celu rozbicie podziemia niepodległościowego. Dziś, dzięki dokumentom archiwalnym i relacjom świadków, możemy odtworzyć przebieg tych wydarzeń.
Przygotowania i lista ujawnionych
We wrześniu i na początku października 1945 roku wielu żołnierzy AK złożyło broń w komisjach likwidacyjnych, m.in. w Sancygniowie. Na podstawie tych list sporządzono wykaz osób przeznaczonych do aresztowania. Warto przypomnieć, że w tym okresie trwały także zbiórki pieniędzy wśród byłych AK-owców na wykupienie dwóch oficerów: Franciszka Makucha ps. „Zawierucha” – szefa łączności w sztabie 106 Dywizji Piechoty AK – oraz Bronisława Ściupidro ps. „Kukułka”.
Początek akcji – czwartek 18 października
Według zeznań Tadeusza Nawrota z Opatkowic, kilka dni po zbiórce pojechał on z kolegami do Kielc po zwolnionych oficerów. Po powrocie zatrzymali się w sklepie Stanisława Zięcika w Działoszycach. Wtedy ktoś ostrzegł ich, że nadjeżdżają wozy z żołnierzami. Gdy wyszli na zewnątrz, padły strzały. Grupa się rozproszyła – część zdołała uciec, ale Franciszek Konieczny i Henryk Wójcik zostali schwytani w sklepie i przewiezieni przez funkcjonariuszy UB na posterunek w Słaboszowie.
Wieczorem tego samego dnia kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB, podjeżdżając furmankami, aresztowało kolejnych AK-owców w ich domach. Wśród zatrzymanych znaleźli się: Tadeusz Nawrot, Antoni Błajszczak, Józef Błaszkiewicz, Tadeusz Pęczalski i Józef Kula. Poszukiwano także Edwarda Miśkiewicza, ale nie było go w domu. Jan Kosałka i jego brat Józef uniknęli aresztowania dzięki ostrzeżeniu od sołtysa Niewiatrowic. Część funkcjonariuszy była umundurowana, inni działali po cywilnemu. Zatrzymanych przewieziono najpierw do Działoszyc, a następnie do Słaboszowa.
Poranek 19 października – transport do Miechowa
Rano w piątek 19 października Tadeusz Nawrot był świadkiem, jak funkcjonariusz UB rozkazał wyprowadzić z budynku Józefa Kulę, Franciszka Koniecznego i Henryka Wójcika. Zostali oni ułożeni poprzecznie na wozie i przygnieceni siedziskami, na których usiedli konwojujący. Według zeznań Nawrota, wraz z wybranymi odjechało w stronę Miechowa trzech funkcjonariuszy UB (ich nazwiska podał w zeznaniach). Widział też, jak byli bici kolbami.
Pozostałych aresztowanych załadowano na kolejne wozy i odwieziono do Miechowa. Tam, jak zeznali Nawrot i Błajszczak, byli torturowani, bici i zmuszani do podpisywania fałszywych zeznań. Po sześciu tygodniach, po przyjeździe prokuratora z Krakowa, zostali zwolnieni i wrócili do domów.
Kontekst historyczny i pamięć
Po II wojnie światowej komunistyczne władze, zależne od ZSRR, stworzyły aparat terroru wzorowany na sowieckich rozwiązaniach. Do walki z podziieniem antykomunistycznym – w istocie powstańcami przeciw narzuconemu reżimowi – zaangażowano nie tylko funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, ale także specjalne Grupy Operacyjne. Przez dziesięciolecia rodziny ofiar bezskutecznie domagały się prawdy i sprawiedliwości – najpierw w czasie odwilży po stalinizmie, później po 1989 roku. Do dziś sprawcy nie ponieśli kary, a bliscy ofiar mierzą się z atakami propagandystów.
Sprawa ta jest przypomnieniem o tragicznych losach żołnierzy AK, którzy po zakończeniu wojny musieli ukrywać się przed nowym, komunistycznym wrogiem. Działoszyce i okolice stały się jednym z wielu miejsc, gdzie zapłacono wysoką cenę za wierność przysiędze.
Źródło: Działoszyce i okolice
Fot. facebook.com

